Na bocznicy
odsunięty
pozostaje w kole czasu
jak na karuzeli
odmierzającej chwile
tylko że w tym pędzie
nie odczuwa już zupełnie
zgiełku codzienności
nie biegnie na oślep w ich wir
wszystko współpracuje
lecz już bez jego udziału
choć oddycha tak jak i oni
jego powietrze jakby
wypompowane spod klosza
patrzy na otaczające
odizolowany
choć jego spojrzenie przenikliwe
ale jakby zza szyby
uszy wychwytują tylko ciszę
bezdźwięczną i głuchą
pomimo wysiłku małżowin
zbyteczny wrak w letargu
rdzewieje na złomowisku
oczekując na przetopienie
w nową formę
gotową do egzystencji
25.02 – 26.02.2008.
kazap57
|