Wytrwałość

Szarość dni, które mnie mijają, wciąż mnie przytłaczają

Pozostałem w cieniu, bo wciąż życie nieustannie ze mnie się wytacza

Poddałem się już nie walczę, bo sił tak potrzebnych ciągle mi brakuje

Dobiegają do mnie głosy żebym walczył, ale jak? Nie bardzo pojmuję

Trzeba być atletą żeby przetrwać narastające, co dnia wiatry nicości

Samemu to nie możliwe, bo przedemna zbudowany z ludzkiej podłości

Teraz lecę niesiony wiatrem ku przeznaczeniu, jakiemu. To już nie jest ważne

Oprzeć się tym wiatrom, to nie jest dla mnie, bo to nie realne, wręcz nazbyt odważne

Wszystkie cechy walki po drodze zatraciłem bezpowrotnie, teraz wiatrem niesiony bezwładnie

Zakończę podroż w najciemniejszym zakątku. Tam gdzie cel mój i gdzie przyszłość zapadnie


adam_gdynia

Średnia ocena: 8
Kategoria: Życie Data dodania 2006-07-24 20:13
Komentarz autora:
Napisz wiadomość Dodaj do listy znajomych Strona glówna < adam_gdynia > < wiersze >
duchowny | 2017-02-16 20:35 |
Infantylny tekst, metafory katastroficznie słabe, klapa, zły kierunek pisania, pozdr
Brak komentarzy
Aby dodać komentarz zaloguj się
E-mail Hasło Zarejestruj się