Kaduk
Czemuż nikt nie zmiażdżył tego ziejącego brzemienia,
Już wtedy, kiedy nosiło ono jego zaród?
Ono wydało pełzaka jak gniazdo obślizgłych żmij.
Czemuż wszyscy pozwolili,
By wykluł się tam pachoł przeklęty?
On stał się nam przekupą sam przez się sprzedaną,
I niegodziwcem podobnym do obłudnych zaprzedańców.
Rodzicielka mogła przestanie go karmić,
Jej pierś mogła ni kropli mleka nie wydać!
I zdziczałe sfory o mokrych pyskach
Mogły rozszarpać go całą watahą,
Przeżuć, i wypluć do kałuży!
Mogli podłożyć ogień już w jego powijaki!
Mogli włożyć go do wora,
I wrzucić w studnie za zagrodą!
Mógł wyć porzucony!
Mogli szykować na niego kije i drągi,
A te mogły go tłuc i ubić!
Mogli schwytać go we wnyki
Na twardym lÄ…dzie
I zarzucić zastawny więcierz
Na wodach jeziora!
Mogli ustrzelić śrutem kiedy szybował,
Za truchło zapłaciłbym krocie!
Naupychałbym w nie trocin z hałdy
I stałby go w pionie na rozłogu,
Siejąc postrach nad wróblami!
Uświerknąłby na moim ołtarzu
I nie nastałby świtu nazajutrz!
Teraz z koźlętami spożywa z koryta,
I słaniać się począł na kopytach!
Z ukrycia ciska klÄ…twy i knuje,
I posyła na mnie wywiadowców!
Swoim orędownikom sługę udaje
Pod przykryciem zwiastuna pokoju,
I obłudnie ich podszczuwa,
By najechać zbrojnie me królestwo!
On chcę je obrócić w pobojowisko!
Zaprawdę, skończy na linie
Podwieszonej nad przepaścią
I przepadnie w ramionach Kostuszki!
Z łaską Bożą poślę go w powietrze,
Bo Szatan jest w niego wcielony!
To bestia z morza, syn zatracenia,
Znajdą go pod płotem z wyjętym kręgosłupem!
Raihaifathum
|