Chwila w ogrodzie liczbowym
Weszłam raz do ogrodu z liczbami,
Chciałam zatańczyć pomiędzy drzewami
Nietypowymi, pomyliłam cienie rzucane
Na trawę, łąki kosztami, łąki przychodami usłane
Jak w jedną pościel, jak w jeden dywan,
Lecz to zupełnie coś innego.
Spotkałam człowieka dziwacznego,
Patrzył na mnie jak nieszczęść siedem,
Już wiedziałam, że to nie Eden,
Którego szukam, którego żądam i pragnę,
Nagle jak długa kłoda padnę
I uczynię most nad rzekami z łez.
I w tym ogrodzie nie zakwitł bez
Na kontach syntetycznych, choć triumfuje maj -
Zimno, deszcz, zimno, dreszcz - to nie raj, to nie raj.
I nagle, granaty chmur rzucane pod wiatru siłę,
Utworzyły wir braków liczbowych, usypały mogiłę
Łopatą delikatnego odrzucenia.
Weszłam raz do ogrodu z liczbami,
Chciałam zatańczyć pomiędzy drzewami
Nietypowymi, zaszumiały one w 2005 roku
Liśćmi zielonymi jak nadzieja, jak flegma,
Trudno mi było dotrzymać właściwego kroku,
Więc otworzyłam bramę, wróciłam do miasta.
kwaśna
|