Za mała do nieba
Czemu nikt mnie kochać nie chce
Ani w niebie ani w piekle
Za mała jestem do nieba
Za duża do piekła
Z czyśćca...
Pewnie bym uciekła
Szarość jest nie dla mnie
Bieli kęs
Czerni łyk
Zębów łakomych zgrzyt
Języka śliski świst
Usta zamknięte pluszczą
Tego co w środku
Nie wypuszczą
Zęby przpiłują
Język pogłaszcze
Usta?
Usta nie mlaszczcie
Bo to nie ładnie mlaskać
Tak warga o wargę trzaskać
Już tartak w ruch wprawiony
Przeżuty, przetrawiony
Żołądek puchnie, się męczy
On błaga, krzyczy, jęczy
Ręce podnosi i prosi
Że nie chce szarości
Że chce pościć
Łyk czerni piekła
Kęs bieli nieba
Niestrawność
Nie do wytrzymania
Podnosi się, bulgocze
I śmieje się, hichocze
Huśtawka
Nie do zatrzymania
Czyśćcowego igrania.
2002
Maja_Padka
|