Ostatnia krawędź
Początkowo małą ranę
ukrywała pod uśmiechu płaszczem.
Nie wznosiła murów
-za słodko napierał.
Przecież chciała być
otwarta, towarzyska i miła.
Z uległości, dla zwyczaju i uznania
pozwalała na ciągły przypływ cierpienia.
Wczoraj widziałem ją ostatni raz
jak stała tam, gdzie płaczące fale
w swej rozpaczy rzucąją się o skały.
|