Powtarzam się
Otwartą dłoń ku Księżycu zwrócę jak na zaproszenie
Będę się czuł jakbym schował w kraterze jakieś przemilczenie
Choćby sam będę tu gdzie byłem i jestem
Tylko już szczerze bo co sztuczne umieszczone tam
Otwieram usta do dni takich jak ten i ubieram skronie
We wzniosłe czyny sny nie wzgardy co chwilę
Bo patrzę na siebie znam te oblicze
Te promienie myśli skrzydlate
Mam tyle dni słów do życia kresu
Bez tych smutków zwątpień ciąganych
To się nie śni nie nów to pomarańcz
Wódką przepitych papierosami przepalanych
Przeskakuję nad złe uznając za niebyłe
Wszystko co ćmi rozjuszonym białym
Napisem z wykrzyknikiem — Życie —
Bo ono nie celem całym lecz środkiem
Wyrazem zdania częścią kruchą jedną
Tak docenione przez swych piewców
Że w pogoni za fałszywą projekcją
Widzą swój krater i wierzą to co w środku
Powtórzę — to niebyłe
RadJo
|